A może serwis o odchudzaniu?

Serwis siatki centylowe ma się całkiem przyzwoicie i był przyjemnym zadaniem w ramach wakacji zanim rzucimy się na głęboką wodę :) Póki co przyszło mi jednak do głowy, że można go łatwo przerobić na dowolny serwis działający według poniższego schematu:

  • sprawdź coś (np. wagę, wzrost, ile pompek potrafisz zrobić jedną ręką, liczbę wypalonych dzisiaj papierosów itp.)
  • postaw sobie cel by zwiększyć lub zmniejszyć ten parametr
  • zarejestruj się i wracaj co pewien czas by aktualizować swoje dane
  • śledź swoje postępy
  • udostępnij informacje o postępach na dowolnej stronie

Na pierwszy rzut myślę o serwisie “Schudnij o 10kg w 3 miesiące”. Grupą docelową byłaby głównie płeć piękna, zwłaszcza w wieku nieco młodszym ode mnie, która marzy o pięknej sylwetce. W serwisie mogłaby śledzić swoje postępy i sprawdzić, czy akurat dzisiaj może sobie pozwolić na dodatkowego pączka.

Co o tym sądzicie? Jakie sugerowalibyście ewentualne rozszerzenia? Będę wdzięczny za sugestie.

Podsumowanie finansowe

Czas spojrzeć jak wygląda bilans dotychczasowej działalności :)

I tak na koniec kwietnia wydatki sięgnęły około 16.000 zł. Ta kwota to głównie inwestycje w:
- oprogramowanie - windows i zestaw programów Adobe (w sumie około 6000zł),
- sprzęt komputerowy - na jedno stanowisko (około 4000zł),
- urządzenie i wyposażenie biura (około 3000zł).

Dzięki temu jest gotowe sympatyczne biuro w którym wygodnie mogą pracować równocześnie 3-4 osoby i kompletne wyposażenie dla dwóch osób (bo wniosłem w posagu do firmy laptopa). Koszty inwestycyjne związane z umożliwieniem pracy kolejnej osobie szacuję na około 3000-4000 zł (głównie koszty komputera).

Z kolei przychody firmy na razie pochodzą z reklam na mini serwisie siatkicentylowe.pl i jego anglojęzycznym odpowiedniku doigrowwell.com. W sumie serwisy miały około 2000 wizyt, 8500 odsłon, i minimum 1500 unikalnych użytkowników, co przekłada się na wpływy w wysokości … 6$.

Początki są trudne.

Wszelkie sugestie mile widziane :)

Pięć wieczorów na rzecz dzieci

Wielu moich przyjaciół zostało ostatnio rodzicami. Taki wiek. I jeden z nich podsunął pomysł na prosty serwis internetowy dla rodziców. A że pracuję w startupie, to hej!, nie muszę czekać na decyzję zarządu i zmianę strategii na drugie półrocze, tylko ziuuu, wczoraj pomysł, dziś pisanie, jutro do sieci. Co prawda - jak wiecie - ostatnio czas mam wypełniony zadaniami w stylu zakup masy akrylowej kolor biały, bieganie z kartonami po schodach na czas i wstawianie ich gdzie się tylko zmieszczą oraz skręcanie miliarda śrubek w meblach, ale przecież trochę relaksu też jest potrzebne :)

Pomysł: z pobieżnej obserwacji wynika, że debiutujący rodzice dzielą się oni zasadniczo na dwie grupy - tych, którzy uważają, że ich dzieci jedzą za mało, oraz tych, którzy martwią się tym, że ich dzieci jedzą za dużo. I mają potrzebę upewnienia się, czy dziecko przybiera na wadze w takim tempie jak inne dzieci w tym samym wieku. W tym celu wymyślono siatki centylowe (pojęcie ogólne, ale zasadniczo spotkałem się z nim tylko w kontekście rozwoju niemowlaków), na których można sprawdzić, że jeśli dziecko jest chłopcem, ma 3 miesiące i 7 kg wagi, to “jest w 25 centylu”, czyli po ludzku co czwarte dziecko jest lżejsze od niego a trzy na cztery cięższe. Aż kusi się, żeby zrobić to w postaci prostego formularza na stronie internetowej.

I tak w pięć wieczorów powstała prototypowa stronka siatkicentylowe.pl. Wykonana w Cake PHP, baza w mySql, wykresy generowane przez Google Charts API. Pozwala sprawdzić wagę dziecka (do roku), a także wrócić do niej za kilka tygodni i dopisać nowe pomiary, dzięki czemu można kontrolować tendencje zmian wagi.

Czy pomysł ma taki potencjał, by warto było go stworzyć? No cóż, uznałem, że przy dostępnych technologiach stworzenie takiej strony jest tańsze niż zastanawianie się nad tym czy warto. Spróbujemy, popatrzymy jak ludzie będą ją odbierali, zadecydujemy co dalej. Na razie to dla mnie poletko do eksperymentów i uporządkowania wszystkich narzędzi, które są potrzebne przy tworzeniu większych serwisów, typu repozytorium kodu, bugtracker, hosting, pomiary ruchu, publikacja reklam itp.

Cały serwis powstał w pięć wieczorów, w kuchni u rodziców :)

Wieczór pierwszy
Zaczynam od rysunku na kartce. Jak wyglądają główne strony, jakie są przyciski, jaka nawigacja pomiędzy nimi. Po wypróbowaniu wielu narzędzi jestem wciąż zdania, że kartka i ołówek sprawdzają się najlepiej. W tym przypadku wystarczyła kuchenna chusteczka.

Instalacja cake php. Bliżej tego frameworku nie znam (pisałem już, że php też bliżej nie znam?) ale kiedyś przemknął mi przed oczami i sprawił pozytywne wrażenie.

Schemat bazy danych, dwie tabele jeno.

Zakup domen (siatkicentylowe, siatki-centylowe, siatkacentylowa). Są wolne, kojarzą się wszystkim rodzicom jednoznacznie z kontrolą wagi i wzrostu maluchów, łatwe do zapamiętania, bez polskich znaków, chyba ok, jak myślicie?

Wieczór drugi
Napisanie prototypu aplikacji - formularz do wprowadzenia danych, przetworzenie i wygenerowanie odpowiedniego linku do Google Charts API. Wykresy w google znakomicie udokumentowane i o fajnych możliwościach. Dokumentacja do cake’a też przyzwoita. Jak już miałem kawałek kodu, wrzucam to wszystko do svn (hostuję na projectlocker.com, dostęp poprzez TortoiseSVN i z poziomu Eclipse’a; całkiem przyzwoicie działa poprzez sieć, przeciętne commity lub ściągnięcie całego repozytorium trwająja max. kilkadziesiąt sekund co nie jest specjalnym problemem).

Wieczór trzeci
Dostęp do bazy z poziomu cakephp to prościzna. Dla relaksu (to już podwójny, bo samo programowanie to relaks :) ) siadam do projektu graficznego. Jak na garażowy startup przystało robię go w gimpie (głównie dlatego, że go znam dość dobrze). Przy wyborze koloru posiłkuję się serwisem colorhunter.com, który pozwala wygenerować paletę ze zdjęcia, wybieram zdjęcie z maluchem :) Potem przygotowanie cssa. To przeskakuję szybko, bo strona jest trywialna, a na dodatek nie zamierzam się martwić drobnymi różnicami między przeglądarkami. Niemniej przeglądam, czy się strona nie rozsypuje się w kilku podstawowych przeglądarkach (FF2.0, IE7, Opera 9) i dodatkowo sprawdzam pierwszą stronę na większej puli przeglądarek w serwisie browsershots.org (muszę tam wykupić w końcu jakiś pakiet płatny, w bezpłatnych na wygenerowanie obrazków czeka się około pół godziny).

Uff, fajnie jak po długiej pracy można wreszcie zobaczyć swój produkt :)

Wieczór czwarty
Dokładanie kolejnych klocków aplikacji - logowanie (na razie proste, hasło jest opcjonalne, nie możliwości jego zmiany i nie ma opcji przypominania - wszystko do dorobienia później). Formularz kontaktowy, chcę słuchać, co mają odbiorcy do powiedzenia. Bo skąd inaczej wiedzieć czy lepiej dodać przypomnienie hasła, możliwość wprowadzania danych historycznych, czy np. dodanie siatek wzrostu? Oprócz tego poprawki, poprawki, poprawki.

Wieczór piąty
Kod nie jest jeszcze całkiem skończony, da się wprowadzić dziecko z wiekiem albo wagą ujemną, ale raczej nie ma co czekać. Dołączam do wzorca strony kod wygenerowany z Google Analytics, przygotowuję skrypt Ant do wysyłania kodu na docelowy serwer (czemu ftp się cały czas wysypuje?), i wprowadzam krytyczne poprawki. I serwis wystawiony!

Wieczór szósty
Wpis na bloga :)

Na razie ten serwis zasadniczo zostawiam na boku i wracam do moich innych pomysłów (napiszę o nich wkrótce). Ale jakby ktoś z Was miał jakieś sugestie to śmiało, zwłaszcza jeśli też jesteście właśnie w tym pięknym okresie nieprzespanych nocy i walających się wszędzie śpioszków, pieluszek i grzechotek :)

Jeśli kochasz programowanie, zrobienie aplikacji online do obsługi siatek centylowych zajmuje Ci maksymalnie połowę czasu co mi i chciałbyś móc realizować fajne pomysły nie czekając na akceptację zarządu, to zapraszam do współpracy

Zamieszanie organizacyjne

Mała liczba wpisów oznacza, że jest sporo pracy :) W tej chwili oprócz różnych spraw związanych z nowiutką firmą i pierwszymi projektami dość mocno angażują mnie przygotowania do przeprowadzki. Stąd chwilowa cisza na blogu :)

Przyszły tydzień powinien być luźniejszy, wtedy napiszę więcej o tym co się dzieje. Stay tuned!

Przeprowadzka

Nie powinieneś mieć szefa

Większość absolwentów ma pewne wyobrażenie o tym, co może im zaoferować duży, znany pracodawca, choćby dlatego, że pracodawcy owi bardzo to podkreślają w swoich ogłoszeniach o pracę. Do najczęściej wymienianych korzyści pewnie trafiłyby między innymi takie:

  • rozpoznawalny wpis w CV
  • możliwość rozwoju i awansu
  • stabilność
  • dostęp do szkoleń
  • itp

Rzeczywista wartość co najmniej niektórych z tych korzyści jest dyskusyjna, ale nawet abstrahując od tego warto wiedzieć o pewnych konsekwencjach pracy w takiej firmie, o których od pracodawcy się nie dowiemy. Ciekawie na ten temat pisze Paul Graham w eseju You Weren’t Meant to Have a Boss. Polecam Wam lekturę całości, a dla tych, którzy mają mało czasu, przedstawiam skrócone rozumowanie.

Otóż ludzie są ewolucyjnie przystosowani do pracy w małych kilku-, kilkunastoosobowych grupach. Firmy rozumieją, że ludzie nie mogą pracować w grupach liczących na przykład setki czy tysiące ludzi (a taki na przykład HP zatrudnia 156.000 pracowników) i dlatego organizują ich tak, by pracowali w takich właśnie niewielkich zespołach. Na razie wszystko jest ok. Ale aby zachować kontrolę nad działaniami swoich pracowników, w każdej grupie powoływany jest szef, a następnie grupy są układane w hierarchię - strukturą przypominającą drzewo - w której szef jest węzłem do którego “jest przymocowany” jego cały zespół.

I teraz: w grupie nadrzędnej (zespole “szefów” mających wspólnego kierownika) szef nie jest zwykłym pracownikiem - tylko reprezentuje cały zespół. Przykładowa grupa dziesięciu współpracujących szefów to nie jest zwyczajny zespół dziesięciu osób. To jest raczej “zespół zespołów”.

Żeby ta grupa szefów mogła normalnie funkcjonować, to cały zespół szefa powinien się zachowywać jak… jeden człowiek. Oczywiście nigdy tak się w rzeczywistości nie dzieje, ale w konsekwencji pojawia się naturalna tendencja do ograniczania swobody poszczególnych członków zespołów i ograniczania ich inicjatywy. Tendencja ta wzrasta - a stopień swobody pracownika maleje - ze wzrostem firmy. Dlatego jest wyczuwalna różnica pomiędzy pracą w firmie mającej powiedzmy 100 pracowników a takiej mającej 10.000 pracowników i to nawet wtedy, gdy w obu pracuje się w np. dziesięcioosobowym zespole!

Problemy ten dotyka oczywiście w największym stopniu pracowników, którzy muszą wykonywać kreatywną, niepowtarzalną pracę, wymagającą wdrażania nowych pomysłów, rozwiązań i technologii - w szczególności programistów. Praca w dużej firmie narzuca na nich ograniczenia związane z koordynacją prac z innymi zespołami, dostosowywaniem się do istniejących interfejsów i aplikacji, realizowaniem celów określonych w strategii (na którą szeregowy pracownik ani jego szef, ani szef jego szefa, ani… nie ma zbytniego wpływu), przestrzegania różnych standardów, używanie narzuconych narzędzi, języków, bibliotek itp.

Jak myślicie, jakie to ma konsekwencje? Dla inicjatywy? Dla kreatywności? Dla pasji? Dla frajdy? Dla zdobywanych umiejętności? Dla długoterminowego rozwoju? Dla jakości życia?

Jeśli masz podejrzenia, że umieściłem ten wpis w niecnym celu namówienia do przyjścia do mojej - małej - firmy, to tak, masz rację :D. Wciąż możesz zostać częścią dziesięcioosobowego zespołu, który nie jest w żadnej hierarchicznej strukturze i może się cieszyć pełnią swobody :).

Jestem przedsiębiorcą!

No właśnie. Już jestem formalnie przedsiębiorcą. Niedługo się nacieszyłem statusem bezrobotnego. Miałem plan zrobienia sobie kilkumiesięcznych wakacji, ale chęć działania zwyciężyła :)

  1. Wpis do ewidencji działalności dokonany i regon przydzielony. Miało się to teoretycznie wydarzyć od ręki w jednym okienku, w praktyce zajęło kilka dni i wymagało biegania między pokojami, na szczęście w obrębie jednego budynku. Między innymi okazało się, że już mam regon, bo podobno jestem rolnikiem (!?) i skorygowanie tego w systemie komputerowym zajęło dwa dni. Ponadto wpisując mnie do ewidencji działalności popełniono błąd w klasyfikacji PKD, ale na szczęście dało się to wyjaśnić telefonicznie i przyjechać tylko po odbiór poprawionego kwitu. ZUS i US załatwia mi już biuro rachunkowe. W sumie zakładanie małej działalności to niekłopotliwa sprawa, a panie w urzędach bardzo uprzejme, nie będę narzekać.

    Koszt różnych opłat z tym związanych - 278zł.

  2. Czemu jednoosobowa działalność a nie spółka? Bo taniej. W przyszłości, jak już zaczniemy obracać większymi pieniędzmi, to działalność ta zostanie przekształcona w spółkę kapitałową, na razie jednak kasa jest potrzebna na istotniejsze sprawy.

  3. Formalna nazwa firmy - Marek Rafałowicz. Bez dodatków. No bo formalnie to właśnie jestem ja. Nazwa ‘marketingowa’ nie została jeszcze wybrana, ale - między innymi dzięki Waszej pomocy - mam długą listę kandydatów na nazwę i jedną z nich wkrótce wybiorę. Będzie wykorzystywana w komunikacji zewnętrznej - na stronie internetowej, w prezentacjach itp. - ale do czasu przekształcenia w spółkę umowy i faktury będą na moje nazwisko.

    Nawiasem, podobno w Stanach założenie firmy pod własnym nazwiskiem świadczy o wiarygodności, w końcu ktoś firmuje działalność swoim własnym imieniem, które niełatwo zmienić. A u nas jednak chyba lepiej są odbierane abstrakcyjne nazwy typu Whatever Development Company, bo brzmią bardziej profesjonalnie.

  4. Umówiony jestem z biurem rachunkowym na obsługę księgowo-podatkową. Biuro to, wyglądające bardzo profesjonalnie, elegancko wyposażone, zatrudniające około sześciu osób prowadzi moja koleżanka z klasy… ot niektórzy byli bardziej przedsiębiorczy ode mnie :)

    Koszt około 200zł/miesiąc.

  5. Na naszym strychu na razie nie ma podłóg, ale już zostało uzgodnione z właścicielem, że się pojawią. Mam za to formalną umowę użyczenia.

  6. Łącze internetowe - jedyna opcja w tym miejscu to neostrada. Skłaniam się ku 2Mb/s. Trochę z tym komplikacji formalnych, bo neostrada jest usługą dodatkową do linii telefonicznej, która jest zarejestrowana na właściciela lokalu, wobec czego faktury nie będą wystawione na mnie. Wobec tego co prawda będę mógł wliczyć ją w koszty, ale nie będę mógł odliczyć vatu. Alternatywą jest założenie drugiej linii, ale wtedy trzeba kłaść nowy kabel, a poza tym muszę dodatkowo pokryć koszt utrzymania łącza (ok 30zł brutto), co w sumie na jedno wychodzi.

  7. Zupełnie niespodziewanie zwrócono się do mnie z prośbą o odsprzedaż jednej z zarezerwowanych przeze mnie domen - w panice przygotowuję się do wystawienia pierwszej faktury. Jaki jej nadać numer? Jaki wpisać kod PKWIU? Czy potrzebuję do tego pieczątki? Jejku ile dylematów jest na początku działalności, kiedy się brać za pisanie kodu? :)

  8. W międzyczasie trwają już prace nad pierwszym projektem, o tym wkrótce. Na razie zdradzę tylko tyle, że mam wciąż czarne paznokcie od rysowania kredkami ;)

PS. A wszystkim czytelnikom składam życzenia spokojnych Świąt.

Fajne miejsce do życia

Nasza firma będzie miała siedzibę w Szczecinie. Stąd pochodzę, potem wyjechałem na studia do Warszawy i tam wraz z rodziną spędziłem ostatnie 12 lat, więc w naszym życiu szykuje się rewolucja :). I właśnie przez ostatni tydzień zajmowałem się przygotowaniami do tej rewolucji: wynajęciem mieszkania, znalezieniem przedszkola dla dziecka, ustaleniem zakresu prac wykończeniowych w biurze i rejestracją działalności gospodarczej. Do tego doszło kilka spotkań ze znajomymi i rodziną, co wypełniło cały dostępny czas. Ale plan udało się zrealizować.

Kilka osób z którymi się ostatnio spotkałem wyrażało zdumienie z powodu mojej decyzji. Patrzyli na mnie nieco dziwnie i podejrzliwie kręcili głowami :)

Wniosek - pewnie nie jest to powszechny kierunek migracji.

Dlaczego się na to zdecydowałem? Najkrócej - bo wierzę, że to fajne miejsce do życia.

Nasze biuro, mieszkanie i przedszkole będą w odległości około 5 minut jazdy samochodem (w Warszawie dojazd do pracy zajmował mi od 20 do 40 minut w zależności od dnia). Mniej więcej w tej samej odległości mieszka większość mojej rodziny, mieści się około pięciu marin nad jeziorem Dąbskim (czwarte co do wielkości w Polsce o czym mało kto wie), lotnisko sportowe, cztery jeziora z wodą nadającą się do kąpieli i puszcza Bukowa - rozległy las, i to nie płaski i zatłoczony jak nie przymierzając Las Kabacki, ale ze wzniesieniami względnymi dochodzącymi do 100m. W kwadrans dojadę do parku wodnego dużo fajniejszego niż jakikolwiek znany mi warszawski (m.in. z basenem ze sztuczną falą).

szczecin2.jpg

W promieniu dwóch godzin jazdy znajduje się Zalew Szczeciński, jeden z ciekawszych akwenów żeglarskich w Polsce, zupełnie niezatłoczony, zwłaszcza w porównaniu z Mazurami czy Zegrzem. W tym samym czasie mogę dojechać nad niepoliczalną liczbę czystych jezior, wybrać się na spływ nad Drawę albo pojechać na opalanie do polskich albo niemieckich kurortów nad morzem. Jeśli poczuję tęsknotę za dużym miastem, zamarzy mi się koncert czy wystawa światowego formatu, to w tym czasie dojadę do Berlina.

szczecin1.JPG

Poza tym Szczecin jest w mojej ocenie ładny na tle innych polskich miast. Ma stosunkowo wiele dzielnic willowych, dużo ciekawej poniemieckiej zabudowy - pałacyków, willi, kamienic, dużo zieleni, ładne parki. Jasne, są tu też blokowiska a podwórka starych kamienic straszą brudem, ale na tle innych polskich miast - moim zdaniem - wyróżnia się pozytywnie.

Wyczuwa się tylko, że szczecinianie trochę stracili wiarę w swoje miasto. Czują, że w wyścigu ekonomicznym przegrali z Wrocławiem, Poznaniem, Trójmiastem i mają z tego powodu kompleks. Dlatego też wielu młodych ludzi wyjeżdża szukając pracy gdzie indziej. W szczególności programiści, bo firm informatycznych jest tu mało.

Ale teraz będzie kolejna :) I będziemy tu mieli na uwadze komfort życia pracowników.

Chcesz fajnie pracować w fajnym mieście? Dołącz do nas!

Konkurs na nazwę firmy

Potrzebuję nazwę dla firmy. Na początku przyszłego tygodnia będę rejestrować działalność gospodarczą a nie mam jeszcze wybranej nazwy (za to dzielnie spisałem 53 kody PKD). Pomożecie?

Nazwa powinna być:
- krótka i prosta (np nie PriceWatersHouseCoopers)
- charakterystyczna (np. nie WebLab)
- wiarygodna (np. nie BestTeamOfTheWeb)
- kojarzyć się z programowaniem, technologią, projektami, kreatywnością, bezpretensjonalnością, profesjonalizmem, fajną pracą, nowoczesnością etc.
- nie powinna zamykać nas w jakimkolwiek obszarze (np. BestWebsites)
- może być angielska lub polska, ale dająca się używać zagranicą (np. odpada ChrząszczeWTrzcinie)

Jeśli Wasza propozycja zostanie wybrana (oraz zostawicie swój email), to przekażę Wam w nagrodę butelkę wina!

Czekam na propozycję do poniedziałku. Można je zgłaszać tutaj.

Osiem pytań na które trzeba sobie odpowiedzieć zakładając firmę

1. Komu wystawisz pierwszą fakturę?
2. Komu wystawisz drugą fakturę?
3. Komu wystawisz trzecią fakturę?

8. Komu wystawisz ósmą fakturę?

Potem podobno już się samo toczy!

Garażu nie znalazłem

Wybierając miejsce do pracy kierowałem się:

  1. ceną
  2. ceną
  3. ceną
  4. tym, żeby nie pracować w swoim mieszkaniu

i dlatego - zgodnie z etosem startupów szukałem jakiegoś zacnego garażu. Z braku garażu zdecydowałem się poprosić o pomoc rodzinę, która użyczyła mi pomieszczenie na strychu. W willi pod lasem, z widokiem na taki ogród:

Ogród

Mam nadzieję, że w takim miejscu nasza kreatywność rozkwitnie.

Strych ma około 50m2, niezależną toaletę i prysznic. Jest możliwość urządzenia małego aneksu kuchennego. Jedyne czego się obawiam, to upału latem, ale podejrzewam, że w ostateczności nie powinno być problemów z założeniem klimatyzacji (ale klimatyzacja w startupie ??? - nieeee….)

Ale latem można przecież korzystać z wifi w ogrodzie :)
ogrod_latem.jpg

Masz w pracy kiepski widok za oknem? Dołącz do nas!