Co mnie codziennie zaskakuje w pracy w firmie to to, jak bardzo powiększył się mój obszar niepewności i braku jasnych odpowedzi. Na przykład: ile powinienem godzin pracować dziennie?
Na etacie wiadomo ile powinno się pracować: 8h dziennie, 40h tygodniowo 52 tygodnie w roku z 26 dniową przerwą na urlop. To znaczy oczywiście niektórzy decydują się pracować więcej lub mniej. Ale wtedy przynajmniej wiedzą na czym siedzą - mogą sobie powiedzieć “robię 130% normy, jestem w tej firmie nie do ruszenia” albo “ha, znów się urwałem na czterodniowy weekend i mnie nie zwolnili, więc jestem do przodu!”
Gorzej w początkującej firmie, która balansuje (no, dziś jeszcze nie, ale za pewien czas będzie) na granicy przetrwania. I w której wkład każdej osoby ma ogromną wagę. Nie mam zielonego pojęcia jak ilość wkładanego przeze mnie wysiłku dziś przekłada się na wynik firmy za rok. Pół biedy gdyby to miało mieć wpływ na to, czy będziemy mieli 100 czy 200 tys przychodu, gorzej, że to może oznaczać różnicę między rozwojem a bankructwem.
Problem komplikuje się o tyle, że nie wiadomo, czy wkładanie dodatkowego wysiłku przekłada się (liniowo?) na wzrost efektywności firmy.
Z jednej strony w 60h można pewnie przewalić więcej kodu niż w 40h. A w 80h?
Przecież siedzenie non-stop nad komputerem powoduje zmęczenie, spadek efektywności, tracenie szerszej perspektywy z oczu i ryzyko brnięcia jak w malignie prosto w bagno, podczas gdy być może dookoła prowadzi wygodna ścieżka. I spadek entuzjazmu.
Z trzeciej zaś strony mam wrażenie, że jak będę pracował w normalnym wymiarze godzin (lub mniejszym poświęcając zaoszczędzony czas np. na gimnastykę), to będę postrzegany jak ostatni bufon, co myśli, że nie musi się starać a i tak odniesie sukces. I jak firma za rok padnie to będę miał niezłego kaca.
Co radzicie?

Comments 16
Jesli chodzi o pisanie to zdecydowanie czas (ciagly) pracy nie przeklada sie na lepsze efekty, ba nawet je pogarsza, dlatego nie forsuj sie bo nam jeszcze na zawał padniesz
Wszystko nalezy robic z umiarem i rozwaga
btw daj fotki krzesełek
Opublikowane 25 lipca 2008 o 22:28 ¶Z mojego doświadczenia wynika, iż w naszej branży wzrost ilości godzin spędzonych nad klawiaturą nie przekłada się na adekwatny postęp w pracach.
Również zastanawiam się, czy ~8h dziennie to nie za mało, gdy myśli się o odniesieniu sukcesu. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie siedzieć 10h nad trudnymi problemami algorytmicznymi itp. Poklepać niezbyt skomplikowany kod można, jednak zrobienie czegoś bardziej złożonego po 8h pracy często nie jest już możliwe.
Zauważyłem również, że oderwanie się od pracy pobudza kreatywność. Działanie w schemacie “sen - praca - sen” powoduje znużenie projektem i spadek mobilizacji do działania.
Ludzie szukają alternatywy w postaci 4 dniowego tygodnia pracy - więcej możesz poczytać na ten temat na google ( poczytaj o four day work week). Opinii na ten temat jest naprawdę dużo, jednak osobiście nie zdecydowałem się jeszcze aby spróbować
Opublikowane 25 lipca 2008 o 22:35 ¶A ja myślę, że klucz tkwi w różnorodności zadań. Jako właściciel, możesz (powinieneś) robić wszystko - znajdować potencjalnych partnerów, zdobywać finansowanie, być menedżerem - leaderem dla Twoich ludzi (tak - zajmuje to dużo czasu), dbać o architekturę, trochę kodować itp. Żadnej z tych rzeczy nie da się wydajnie i kreatywnie robić > 6h dziennie, ale jak się to złoży do tzw. kupy i będzie robić wszystko po trochu, można w miarę spokojnie 9-10 godz. dziennie poświęcić. Limit 8h jest ustanowiony trochę dla mało kreatywnych i wysoce powtarzalnych zadań, takie mam wrażenie. Ale nie można zapomnieć o innych elementach życia - rodzina, sport, relaks, hobby, czytanie, sex (niekoniecznie w tej kolejności) są niezbędne do zdrowego życia i nie popadania w pracoholizm, tudzież inne przypadłości psychiczne. Plus oczywiście sen … Praca-sen-praca jest równią pochyłą….
Opublikowane 26 lipca 2008 o 0:28 ¶Jeśli chodzi o Ciebie - to pracuj tyle, ile uważasz za słuszne - aby praca nie męczyła. Jeśli chodzi o pracowników, to wyganiaj ich do domu, jak będą ponad 10h w biurze. Przy czym w tych 10h uwzględnij z godzinę na jakieś ćwiczenia fizyczne i posiłki. Ot, żeby odpoczęły oczy, mięśnie, kręgosłup i żeby organizm z wycieńczenia nie padł.
Gdy robiłem kurs BHP przed praktykami w urzędzie, mówili nam, że pracownik etatowy ma prawo do przerwy 5 minut po każdej godzinie pracy. Ma też prawo do przerwy na zjedzenie posiłku. Według mnie to jest dobry pomysł.
Aha, wiem, że to będzie trudne gdy siedziba to strych, ale myślę, że to ma znaczenie. Przynajmniej takie rozwiązanie sugeruje The Hacker Faq. O co konkretnie chodzi? O to, że hackerzy lubią pracować w godzinach nocnych lub przed świtem.
Jedni będą osiągali wysoką efektywność siedząc przed komputerem od 18 do 2 rano, inni od czwartej do dziesiątej.
W firmie z którą współpracuję, zdarzyło mi się kilka razy przyjechać wieczorem i wyjść po kilku godzinach, następnego dnia. A ilość kodu (i jakość!) była wyższa, niż gdybym pisał od 8 do 16.
Podsumowując, pracuj tyle, ile uważasz za słuszne i pozwalaj na to pracownikom. Poza tym rób częste przerwy dla zdrowia.
A The Hacker Faq tutaj: http://theta.uoks.uj.edu.pl/~gszczepa/gszczepa/hacker.htm
Opublikowane 26 lipca 2008 o 6:14 ¶Zamknąć firmę i zostać specjalistą pracującym dla topowych firm :-). Ale co ja tam będę pisał, jeden przykład z nie z naszego podwórka pewnie znasz :-))
Opublikowane 26 lipca 2008 o 9:28 ¶Cześć Marek,
Mam wrażenie, że ten wpis jest efektem Twojego przemęczenia. Przychylam się do powyższych wpisów. Nie jest ważne to, że pracujesz 8 godzin czy 4 godziny, ważne jest to, że by ta praca przynosiła Wam dużo przyjemności i satysfakcji z tego, że robicie coś ciekawego… waszego.
Każdy ma inne upodobania. Jeden woli pracować 8h bo się do tego przyzwyczaił, ja lubię “siedzieć w nocy”
bo wtedy najlepiej mi się myśli. Często budzę się bo coś zrozumiałem łapę kartkę i ołówek albo od razu śmigam do kompa
Inna sprawa to”sprzedaż” Waszego produktu. Nieważne jak dopieszczony będzie produkt końcowy jeśli “sprzedaż” będzie marna to Wasz praca pójdzie na darmo. Tako też rzecze “bootstarper’s bible” Sales, sales, sales.
Myślę, że dobrą praktyką może być taka globalna przerwa w pracy gdzie stajesz na środku głośno mówisz “listen up” i cały team robi coś razem. Np. urządzacie rozgrywki na konsoli albo robicie coś odprężającego i aktywizującego zarazem gdzie możecie porozmawiać np. o przyszłej promocji albo o waszych planach na wakacje.
Wracając do tematu. Czytałem że założyciel Oracle’a pracował tylko w weekendy bo lubił surfować. Tak więc pracował 2-3 dni w weekend (Za stawkę weekendową
a przez 4-5 dni oddawał się falom. Tam też ponoć (w trakcie permanentnego długiego weekendu) wpadł na pomysł implementacji baz danych.
Chyba ważnym jest żeby “nie starać się” za bardzo.
Co o tym sądzisz/sądzicie?
Pozdro.
Opublikowane 26 lipca 2008 o 9:49 ¶Nie zgodzę się z opiniami, że 8 godzin to maksium. Jakoś nie przekonują mnie też 4 dniowe tygodnie pracy.
Jasne - Jak pracujesz do kogoś i masz 3 dniowy weekend, to pewnie w pozostałe 4 dni bardziej się przyłożysz do pracy (będziesz chciał utrzymać się w tak dobrej firmie, te 4 dni potraktujesz bardziej jak pracę, a nie spotkania towarzyskie w firmie, itp), ale przy pracy dla siebie, w swoim start-upie, raczej nie powinno brakować Ci mobilizacji i zapału.
Mówisz, że nie jest tak ważne, czy będzie to 100, czy 200 tyś przychodu? To jest ważne. Będziesz widział dużo większe efekty swojej pracy i tym chętniej będziesz brał się do pracy. Najgorsze jest właśnie dreptanie w miejscu, bo z czasem na pewno pojawi sie brak motywacji.
Ja przy swoim start-upie nieraz siedziałem po kilkanaście godzin non-stop. Najważniejsza jest wtedy odpowiednio duża dawka kofeiny;) Następnego dnia, widząc jak bardzo to ruszyło do przodu, i tak chętnie siadałem do tego po raz kolejny, bo widziałem duży postęp i wyraźne efekty swojej pracy. Gdybym robił to po parę godzin dziennie i kolejny dzień siadał do pisania tego samego, pewnie coraz mniej chciało by mi się za to brać. Wolę “przy jednym posiedzeniu” skończyć jakiś pełen moduł i móc następnego dnia wziąć się za coś innego. Tym bardziej, że zazwyczaj nie brakuje chęci do pracy, tylko powiedzenia sobie “stop”, jak mówi sie do siebie po raz kolejny danego dnia (czy nocy) “jeszcze tylko to i kończę”.
Przy długiej i ciągłem pracy pojawia się zmęczenie. Pewnie, ale jeden dzień po długim i leniwym weekendzie od razu nie powoduje, że jesteś wyczerpany. Dwa dni… trzy? Pracujesz dla siebie, więc po kilku dniach ciężkiej i wielogodzinnej pracy możesz spokojnie powiedzieć sobie “w trzy ostatnie dni wykonałem pracę, która normalnie zajęła by 5, więc dziś należy mi się wyjście na miasto, dłuższy sen, dzień wolny lub początek pracy w południe i tylko na kilka godzinek. Jak czujesz się zmęczony, to odpuszczasz trochę. Jak masz parę do pracy, to wykorzystaj ją póki jest.
Sam najlepiej wiesz, kiedy zaczynasz pracować mniej efektywnie. To sie po prostu czuje. Nagle zdajesz sobie sprawę, że problem, z którym normalnie poradziłbyś sobie w godzinę, zajmuje Ci już drugą czy trzecią… - Przerwa, albo po prostu koniec pracy. Szkoda czasu. Nawet jeśli jest wcześniej niż zakładałeś sobie, że skończysz, to lepiej już tego dnia odpocząć i następnego mieć przez to więcej siły. Oderwanie sie od problemu, często bardzo pomaga.
Propo wypowiedzi o 10h pracy nad trudnymi problemami algorytmicznymi. - Spójrzmy prawdzie w oczy. Pisanie stron/serwisów, to prawie nigdy nie są ciągłe trudne problemy algorytmiczne. Czasami się takie pojawiają, ale są one przeplatane wieloma innymi, prostymi i standardowymi liniami kodu. Takie nie wymagają przecież maksymalnego skupienia.
Schemat “sen - praca - sen”. Znużenie? Po jakimś czasie pewnie tak, ale po trzech takich dniach pracy można sobie z czystym sumieniem zrobić dzień wolnego. Zregenerować siły i z chęcią dalej wrócić do projektu. Efekt będzie na pewno lepszy (szybszy).
Zgodzę się z tym co napisał mt30. “Pracuj tyle, ile uważasz za słuszne”. Jak czujesz, że potrzebujesz dnia wolnego, bo przez kilka dni pracowałeś za długo - bierzesz dzień wolny:) Jak czujesz, że koniecznie potrzebujesz danego dnia więcej snu - śpisz do południa i zaczynasz pracę o 13. Za to jak czujesz, że jesteś wypoczęty i pełen zapału do pracy - Nie marnuj tego!
Przy okazji… Dzień pracy w firmie (tym bardziej swojej), to nie 8h pisania kodu. Pewnie masz sporo innych rzeczy do załatwienia. Skoczyć gdzieś z papierami, spotkać się z klientem, napisać maile, podzwonić i tysiąc innych rzeczy, o których mówi się “muszę coś załatwić”. Układaj to sobie tak, żeby czynności te dzieliły czas, jaki spędzasz przy pisaniu kodu. Jak trafisz na ciężki problem algorytmiczny na 8h pracy, to na pewno łatwiej sobie z nim poradzisz, jak będziesz się z nim zmagał 4 godziny, później poświęcisz dwie na inne czynności, po czym wrócisz do tego na kolejne 4 godziny (tak wiem… to już razem 10;) ).
Poruszony był też temat pracowników - to tak - nie wymagaj od nikogo, żeby pracował więcej niż się powinno. Nawet jeśli sam tak robisz. Wiadomo, że czasem pilny termin tego wymaga, ale to nie może stać się regułą.
Tj. zapewne każdy jest inny. To jest moja opinia - pisana z punktu widzenia “pracoholika”;) Przynajmniej lubię to co robię:)
–
Opublikowane 26 lipca 2008 o 17:19 ¶Pozdrawiam i życzę sukcesów!
http://tubeplayer.pl
http://tubeplayer.pl/blog
Wg mnie należy uświadomić sobie, że praca nie jest wszystkim. To co daje powera w pracy nie koniecznie jest związane z samą pracą i jej efektami. Zauważ, że zmotywować Ciebie do pracy może osoba bliska, która docenia Twój wysiłek i podziwia np. za odwagę. Czasem to, że zostaniesz dłużej w pracy wynika z tego, że następnego dnia jedziesz z dziewczyną na działkę do rodziców
Pracuję w dziale IT firmy nieinformatycznej. Prowadzimy sporo różnych projektów deweloperskich, które mają wspomagać użytkowników firmy. W jednym z projektów, udanym :-), miałem programistę. Ja prowadziłem rozmowy z użytkownikami, ustalałem plan działania a potem omawiałem to z kumplem. Często sam miał cenne uwagi. Zdarzało się, że przychodził do pracy “mocno zmęczony”, jak to student. Widząc, że mu nie idzie i że się męczy nad kodem, po prostu wyganiałem do domu. Z drugiej strony nie miałem problemu i nie zdarzyło mi się, aby kumpel odmówił, gdy wymagana była pilna poprawka lub dłuższe siedzenie niż normalnie.
W pracy z zespołem liczy się uczciwość i docenianie wysiłku innych. Jeśli uważam, że kumpel zrobił świetną robotę to go chwalę i dziękuję. Również przed moim szefem
Pokazuję, że gdyby nie on, sam bym tego nie zrobił. Dbam również o warunki pracy a naprawdę może to być banalne działanie, takie jak zrobienie herbaty albo zapewnienie lepszego fotela.
Ustosunkuję się do “bufona”
8h pracy umysłowej do duży wysiłek. Wymaga wręcz dłuższej przerwy, nawet dwugodzinnej. Jest taka opinia, że osoba, która często zostaje po godzinach ma albo za dużo obowiązków albo swoją pracę wykonuje źle, za długo, musi poprawiać.
Na koniec chcę napisać jeszcze o jednej rzeczy. Mam wrażenie, że jesteś “kierownikiem pracującym” zamiast “kierownikiem zarządzającym”. Kierownik pracujący sporą część swojego czasu przeznacza na wykonanie produktu, np. programuje. Kierownik zarządzający dba o to, aby jego podwładni zrobili to za niego. Robienie czegoś za kogoś (wiesz co, to ja napiszę tą klasę…) demotywuje. To jest przecież obowiązek programisty a nie szefa! Szef ma być szefem i ma zadbać o to aby jego ludzie mieli satysfakcję z roboty, którą wykonują. Wtedy produkt idzie do przodu, a szef ma na głowie myślenie strategiczne, planowanie itd.
Jak na niedzielny poranek to niezły wywód
Opublikowane 27 lipca 2008 o 8:21 ¶Nie można się z Wami zgodzić chłopaki. Chyba piszecie to z perspektywy etatowców, którzy próbują doradzić korzystając z własnego doświadczenia. A etat to jednak nie start-up.
Do czego zmierzam, to że wydaje mi się że trochę niewłaściwie postawiono tu problem. Czy powinienem pracować 8h albo 10h? Czy powinienem?
A gdzie miejsce na entuzjazm i zapał, które NIE POZWALAJĄ Ci po 8h wstać od komputera i zapomnieć? Jeśli ich nie ma, to nie wróżę start-upowi sukcesu.
Jeżeli Twoja praca to prawdziwe być albo nie być, jeśli teraz od Twojej pracy zależy w znacznej mierze Twoja przyszłość, to nie wyobrażam sobie, że o 16 wstajesz od kompa i beztrosko idziesz na spacerek. Jeśli tak podchodzisz do sprawy, to naprawdę czegoś w tej firmie brakuje.
Chcesz być bogaty, musisz pracować ciężej niż inni (etatowcy). Jesteś mały, to musisz pracować ciężej niż duzi. To stara prawda.
Opublikowane 28 lipca 2008 o 7:52 ¶Znaczy wpadłeś w paraliż decyzyjny
?
Metoda jest taka - szacujesz ile zajmie projekt, mnożysz x2 albo x3, zależnie od Twojego indywidualnego “współczynnika niedoszacowania” :), szacujesz przychody w czasie, dzielisz przez 10, jeśli przeżyjesz i będziesz w stanie się rozwijać to znaczy że wszystko gra
Albo metoda na polskiego byznesmena(chociaż w którymś z ostatnich filmów z Willem Smithem widać że jest stosowana również w USA) - atakujesz dany temat na ślepo i może nie padniesz - tutaj musisz wierzyć że się uda, a także mieć czuja i twarde pośladki
No i na koniec - prawdziwy biznesmen bankrutuje po drodze z siedem razy
Opublikowane 28 lipca 2008 o 14:54 ¶Tomek:
Tak, napisałem ten komentarz z punktu widzenia etatowca. Chociaż sam prowadzę mały serwis i nie raz zarywałem noce, po pracy, nad nowymi funkcjonalnościami w serwisie. Stąd mam ogląd na jedno i drugie.
Jest coś takiego jak efekt wypalenia. Może się zdarzyć zarówno na etacie jak i w start-upie. A w start-upie jeszcze łatwiej coś takiego złapać. I wtedy cały ten entuzjazm szlak trafia, bo… np. nie wiadomo czy produkt w ogóle się sprzeda. Stąd moje podejście aby nie budować jakiegoś hurra entuzjazmu, który potem nieoczekiwanie spadnie do zera. Moim zdaniem lepiej jest utrzymywać “średni poziom entuzjazmu”, planować, mieć cały czas przed oczami cel, wizję jak do tego dojść i po prostu robić kolejne małe kroki a jeśli trzeba to wprowadzać modyfikacje.
Gdybym miał start-up to właśnie tak bym go prowadził. To jest po prostu pewien styl kierowania, do którego się skłaniam.
Opublikowane 03 sierpnia 2008 o 22:07 ¶hej Marek,
mialem taki sam dylemat i rozwiązałem go (mam nadzieje).
Opublikowane 04 sierpnia 2008 o 12:24 ¶Otóż odwróciłem pytanie - nie zastanawiam się ile czasu chcę pracować, ale ile czasu chcę być z córeczka w domu. Wyszło mi, że od 17 chcę być w domu wiec wychodzę ok 1655.
Zaczynam ok 9 bo tak jest ok. Po prostu. Wychodzi na to, że naturalnie mój dzień pracy ma 8 godzin. Oczywiście, zdarzają się potrzeby pracy w domu, albo spiętrzenie - wtedy dzień pracy wydłużam od dołu (przychodzę wcześniej). 17 jest święta.
Staram się, żeby pracownicy się nie przepracowywali wiec raczej jestem dobrym wzorcem niż demotywatorem.
@Tomek Pietrzkowski:
Trochę inaczej jest jednak jak się prowadzi mały serwis po godzinach od którego tak na prawdę nie zależy Twoje być albo nie być. Masz czas (albo chce Ci się zarwać nockę), to usiądziesz do tego na kilka godzinek. Wrócisz do tego jakiś czas później i tak, małymi kroczkami, powoli, idzie to do przodu. Co by jednak było, gdybyś w tym czasie nigdzie nie pracował, a Twoje oszczędności stopniowo by znikały… w przeciwieństwie do rachunków? Dalej byś mówił, że danego dnia popracujesz sobie kilka godzinek a później poświęcisz czas na regenerację zmęczonego umysłu?
Efekt wypalenia? No tak, ale to nie następuje z dnia na dzień. Lepiej najpierw podejść hurra entuzjastycznie, a później, jak już będzie się to jakoś kręciło i na podstawowe wydatki będzie starczało, to wrócić do “średniego poziomu entuzjazmu” i spokojnie, małymi kroczkami, to rozwijać. Zamiast planować i mieć gdzieś przed oczami cel do którego zmierza się małymi kroczkami, lepiej chyba działać i wykorzystać każdą chwilę z początkowego entuzjazmu.
“a jeśli potrzeba, to wprowadzać modyfikacje” - Pewnie, że trzeba. Przez cały czas. Nieustannie. To jest start-up, więc co chwila pojawia się masa błędów a lista pilnych funkcjonalności do wprowadzenie jest tak długa jak lista rachunków (może troche przesadzam;) ).
Powoli i małymi kroczkami? Zdażyło mi się jakiś czas temu pracować przy start-upie, w który było włożone kilkaset tysięcy zł (bardziej w kierunku miliona niż 100k). Było dużo planowania, skupiania sie na szczegółach, rozważanie wydajności serwerów i baz danych przy milionowych odwiedzinach i… nagle po jakichś 8-10 miesiącach kasa się skończyła. Serwis z ledwie podstawową funkcjonalnością został bez programistów, którzy musieli przenieść się do innych firm, bez biura, itp. Trochę inaczej to wygląda jak w pierwsze miesiące kładzie się na szale wszystko (być albo nie być), a trochę inaczej gdy na szali ląduje kilka godzin po pracy od czasu do czasu.
Opublikowane 05 sierpnia 2008 o 1:24 ¶Widzą ze wiele tutaj ciekawych dyskusji ale mam pytanie czym konkretnie się zajmujecie? Jakiego typu projekty realizujecie? Wszystko dobrze zorganizowane wiec pewnie i projekty ciekawe
Pozdrawiam i życzę sukcesów
Patryk
Opublikowane 06 sierpnia 2008 o 11:40 ¶Marek, super temat
Moja perspektywa jest z jednej strony z małej firmy, gdzie wszyscy łącznie z zarządzającymi muszą mocno gonić żeby wyszło na swoje, a z drugiej strony ze startupu (zdechłego bardzo niedawno) w który kilka osób włożyło swoje oszczędności.
1. W przypadku gdy patrzymy na innych: nigdy nie należy wymagać więcej niż standard - nigdy nie wiesz czy ktoś ma małą córeczkę która jest całym jego światem, czy poważne problemy zdrowotne o których nie chce mówić publicznie. Wszystko co ktoś wnosi in plus należy docenić itd, ale nie wolno tego wymagać. To jest kwestia jakiegoś tam zdrowego układu.
2. Co do siebie to zawsze jest kwestia równowagi psychicznej. Są momenty w życiu kiedy jesteś w stanie codziennie pracować po 12 godzin i być wydajnym (ale to było 10 lat temu ;P) a są momenty kiedy 8 godzin w pełnej gotowości jest wielkim wyzwaniem. Patrząc stricte przez swój własny pryzmat powinieneś być w stanie na wyczucie stwierdzić, że dziś już nie ma sensu orać bo nie pcha to niczego do przodu. Z kolei w inny dzień będziesz w takim klimacie w którym nie ma rzeczy niemożliwych i każdy problem rozwiążesz w 5 minut. Mając komfort pracy w elastycznym środowisku w którym doceniane są rzeczywiste efekty pracy (w szczególności we własnej firmie) możesz tym sterować elastycznie.
3. Z perspektywy zespołu zawsze jest tak że pracownicy patrzą na swojego szefa. Szef zapieprza to my też się postarajmy. Szef wpada do firmy na 3 godziny wypić kawę i popatrzyć na biust asystentki, to jaki to jest przykład dla nas? Osobiście od jakiegoś czasu nie staram się być osobą najdłużej siedzącą w biurze, ale zdarzają mi się dni kiedy pierwszy przychodzę i ostatni wychodzę. Zależy od dnia.
4. Z perspektywy (współ)właściciela startupu jest tak, że zawsze więcej pracy w teorii przekłada się na więcej kasy/szybszą kasę. I teraz albo traktujesz tą kasę na wyjściu jako najważniejszą i na niej skupiasz wszystkie swoije wysiłki, albo balansujesz to z innymi wątkami. Bardzo mi się podoba opinia Marcina dla którego czas z dzieciakiem jest ważniejszy niż kasa którą urobi. OK, ja pewnie bym nie zrobił założenia na sztywno, ale np. nie wyobrażam sobie że codziennie praca jest ważniejsza od dzieci.
A tak zupełnie na boku, to zarządzanie każdą mała firmą, niezależnie czy to startup czy 30-osobowa spółka to zawsze walka o przeżycie. Ale pamiętaj, że ta walka o przeżycie firmy nie może Ci przysłonić reszty życia. Czasem warto coś zakopać jeśli koszty podtrzymywania przy życiu zaczynają przekraczać rozsądny poziom.
Nieustannie trzymam kciuki za sukces
Paweł
Opublikowane 08 sierpnia 2008 o 21:44 ¶http://nrsl.wordpress.com/2007/01/31/slow-down-culture/
Opublikowane 17 sierpnia 2008 o 0:54 ¶Dodaj komentarz