Nie powinieneś mieć szefa

Większość absolwentów ma pewne wyobrażenie o tym, co może im zaoferować duży, znany pracodawca, choćby dlatego, że pracodawcy owi bardzo to podkreślają w swoich ogłoszeniach o pracę. Do najczęściej wymienianych korzyści pewnie trafiłyby między innymi takie:

  • rozpoznawalny wpis w CV
  • możliwość rozwoju i awansu
  • stabilność
  • dostęp do szkoleń
  • itp

Rzeczywista wartość co najmniej niektórych z tych korzyści jest dyskusyjna, ale nawet abstrahując od tego warto wiedzieć o pewnych konsekwencjach pracy w takiej firmie, o których od pracodawcy się nie dowiemy. Ciekawie na ten temat pisze Paul Graham w eseju You Weren’t Meant to Have a Boss. Polecam Wam lekturę całości, a dla tych, którzy mają mało czasu, przedstawiam skrócone rozumowanie.

Otóż ludzie są ewolucyjnie przystosowani do pracy w małych kilku-, kilkunastoosobowych grupach. Firmy rozumieją, że ludzie nie mogą pracować w grupach liczących na przykład setki czy tysiące ludzi (a taki na przykład HP zatrudnia 156.000 pracowników) i dlatego organizują ich tak, by pracowali w takich właśnie niewielkich zespołach. Na razie wszystko jest ok. Ale aby zachować kontrolę nad działaniami swoich pracowników, w każdej grupie powoływany jest szef, a następnie grupy są układane w hierarchię - strukturą przypominającą drzewo - w której szef jest węzłem do którego “jest przymocowany” jego cały zespół.

I teraz: w grupie nadrzędnej (zespole “szefów” mających wspólnego kierownika) szef nie jest zwykłym pracownikiem - tylko reprezentuje cały zespół. Przykładowa grupa dziesięciu współpracujących szefów to nie jest zwyczajny zespół dziesięciu osób. To jest raczej “zespół zespołów”.

Żeby ta grupa szefów mogła normalnie funkcjonować, to cały zespół szefa powinien się zachowywać jak… jeden człowiek. Oczywiście nigdy tak się w rzeczywistości nie dzieje, ale w konsekwencji pojawia się naturalna tendencja do ograniczania swobody poszczególnych członków zespołów i ograniczania ich inicjatywy. Tendencja ta wzrasta - a stopień swobody pracownika maleje - ze wzrostem firmy. Dlatego jest wyczuwalna różnica pomiędzy pracą w firmie mającej powiedzmy 100 pracowników a takiej mającej 10.000 pracowników i to nawet wtedy, gdy w obu pracuje się w np. dziesięcioosobowym zespole!

Problemy ten dotyka oczywiście w największym stopniu pracowników, którzy muszą wykonywać kreatywną, niepowtarzalną pracę, wymagającą wdrażania nowych pomysłów, rozwiązań i technologii - w szczególności programistów. Praca w dużej firmie narzuca na nich ograniczenia związane z koordynacją prac z innymi zespołami, dostosowywaniem się do istniejących interfejsów i aplikacji, realizowaniem celów określonych w strategii (na którą szeregowy pracownik ani jego szef, ani szef jego szefa, ani… nie ma zbytniego wpływu), przestrzegania różnych standardów, używanie narzuconych narzędzi, języków, bibliotek itp.

Jak myślicie, jakie to ma konsekwencje? Dla inicjatywy? Dla kreatywności? Dla pasji? Dla frajdy? Dla zdobywanych umiejętności? Dla długoterminowego rozwoju? Dla jakości życia?

Jeśli masz podejrzenia, że umieściłem ten wpis w niecnym celu namówienia do przyjścia do mojej - małej - firmy, to tak, masz rację :D. Wciąż możesz zostać częścią dziesięcioosobowego zespołu, który nie jest w żadnej hierarchicznej strukturze i może się cieszyć pełnią swobody :).

Comments 3

  1. mt3o napisał:

    Jako student zarządzania wiem co nieco na ten temat.
    Mój pewnie-promotor powtarza do znudzenia, że maksymalna rozpiętość kierowania, przy której kierowanie jest skuteczne to 7, więc on jako promotor nie weźmie więcej jak siedmiu studentów. Pewnie coś w tym jest.

    Główne argumenty za pracą w dużej firmie podałeś - stabilność, szkolenia, wpis w cv. Pominąłeś fakt, że duża firma dysponuje większą wiedzą organizacyjną, korzysta na efekcie skali. Nie napisałeś też, że duża, dobrze zarządzania firma może być killercorp’em. :)
    Przykłady? Google i Microsoft! O pierwszym nie muszę nic mówić, bo linki typu http://www.wykop.pl/link/46866/rozmowa-kwalifikacyjna-w-google wszystko wyjaśniają. Drugi - był w stanie zorganizować prace nad takimi cudeńkami jak seadragon i photosynth, łożyć pieniądze na badania jak sterować komputerem przez fale mózgowe i reakcje biologiczne. Poza tym z jakiegoś powodu m$ został uznany najlepszym pracodawcą w 2006 roku w tej części Europy…

    Poza tym, mam wrażenie, że robiąc w małej firmie, w start upie trzeba dawać z siebie trochę więcej (kreatywności i czasu pracy), niż w dużej firmie. Mylę się? :)

    Opublikowane 27 marca 2008 o 19:07
  2. doodge napisał:

    @mt30:
    Nie zapominaj, że sporo jest małych firm, które małe są tylko ze względu na liczbę pracowników. Przykład? Agencje reklamowe, portale internetowe, czy firmy programistyczne.

    Czy duże jest lepsze? Niekoniecznie. Bo coś dużego zawsze jest wolniejsze, mniej swobodne - zarówno dla pracowników jak i klientów.

    Oczywiście, że w małej firmie trzeba się napracować, ale jeśli chcesz zrobić karierę w dużej firmie, to praca Cię nie ominie… No chyba, że zastosujemy typowo polskie “czy się stoi, czy się leży…” - ale mało już jest takich firm (choć wiele pracowników).

    Opublikowane 28 marca 2008 o 7:41
  3. Kompetencja napisał:

    Cześć,
    Kibicuję Ci od samego początku, bardzo fajny pomysł z blogiem.
    Co do samego wpisu, mam coś na poparcie Twojej tezy (praca w dużej korpo niekoniecznie jest fajna). Na początek chyba polecę to: http://kompetencja.wordpress.com/2008/01/23/dyscyplina-w-zespole/

    Opublikowane 28 marca 2008 o 13:28

Dodaj komentarz

Twój email nie będzie nigdy ujawniony. Pola wymagane są oznaczone *